wtorek, 22 kwietnia 2014

,,Someone Else'' Ashton Irwin one-shot

Jeśli jesteś fanką, która idealizuje chłopców- nie czytaj tego one-shota
Jeśli jesteś fanką, która myśli że chłopcy nie mają wad- nie czytaj tego.
Jeśli nie wiesz co to fikcja- nie próbuj tego czytać.
Jeśli nie lubisz scen erotycznych- błagam wyjdź z tąd.
(Nie sprawdzany)
Enjoy!
Dla wszystkich, którzy są ze mną- kocham Was.

-*-
I was scared to death, I was losing my mind. 

Gdy tylko usłyszałam dźwięk przychodzącego sms'a wybiegłam z domu wprost do samochodu. Miranda znalazła adres hotelu. Drżącymi dłońmi wystukałam pin do telefonu i z szybko bijącym sercem odczytałam ,,Langham Huntington Hotel, Pasadena. Powodzenia ;)". Odpaliłam mojego Coopera i ruszyłam ulicami przedmieścia Los Angeles. Słońce górowało nad głowami mieszkańców, otulając nas ciepłem. Czasu nie miałam wiele dlatego pedał gazu był niemal cały czas przyciskany. Musiałam zdąrzyć. Radio grało na najwyższym poziomie, próbowałam zając swój umysł śpiewaniem hitów lecz nic nie odgarnęło ode mnie pulsujących myśli. Gdy tylko dotarłam na miejsce moje serce biło w szalonym rytmie- byłam pewna że mi się uda. Wyjęłam telefon z kieszeni pisząc do Mirandy, że udało mi się dojechać na miejsce.
-Spokojnie Clary, będzie dobrze. Zobaczysz ich, będzie dobrze.
Powtarzałam te słowa w głowie niczym modlitwę, która miała zostać wysłuchana. Wbiegłam po schodach prowadzących wprost do efektywnego wejścia.
-Oddychaj.

If you're looking for a love know that love don't live here anymore.

Hol hotelu był olbrzymi. Recepcja znajdowała się naprzeciwko wind przy których...
-Cholera!- pisnęłam pod nosem, stał tam. Moje serce miało ochotę wyskoczyć z piersi, poczułam jak nogi uginają się pode mną a powietrze w moich płucach gęstnieje. Łzy napływały do moich oczu, czekałam na tę chwilę od wielu miesięcy. Spokojnie.
-Ashton!- krzyknęłam podbiegając do windy, chłopak miał już wsiadać. Uda się.- Cześć, ja bardzo przepraszam że tak się wprosiłam i niep...
-Aw, cześć miło Cię tutaj widzieć, to słodkie że pofatygowałaś się aż to hotelu żeby nas zobaczyć.- Irwin wyciągnął w moją stronę ramiona i zabrał do mocnego uścisku. Och kurwa.
-Jejku tak się cieszę, że udało mi się Cię złapać.- powiedziałam przytulając go jeszcze mocniej.-Mogłabym zrobić sobie zdjęcie?
-Jasne, przecież to żaden problem.- wyciągnęłam telefon i robiąc najlepszy duck face jaki tylko mogłam zrobiłam zdjęcie modląc się by wyszło idealnie.
-Dziękuję, jeśli mogę cię jeszcze zatrzymać... Kupiłam EP kilka dni temu i bardzo bym chciała, żebyś ją podpisał.- podając mu EP wraz z markerem uśmiechnęłam się jak najpiękniej mogłam.
-Jak masz na imię?- Ashton uśmiechnął się czarująco i spojrzał prosto w moje oczy.
-Clary.
-To pięknę imię, bardzo podoba mi się zresztą ja ty cała! Jesteś bardzo słodka.- Nogi ugięły się podemną, a wielko buraczany burak wkradł się na moje poliki.
-Nawet nie wiesz ile to dla mnie znaczy.- wzięłam od niego podpisaną płytę i uśmiechając się po raz kolejny zgarnęłam go do uścisku.- Przepraszam, że zabrałam ci czas na takie pierdoły.
-Przestań, to naprawdę nic w porownaniu do tego co nasi fani robią dla nas, to tylko mała rzecz którą choć trochę mogę podziękować za wsparcie. Widzimy się na koncercie!- powiedział kierując swój wzrok w stronę windy.

He left with my heart, they both walked through that door, without me.

-Niestety nie zdąrzyłam kupić biletu.
-Och.- Ashton rozejrzał się nerwowo po holu i przybliżył się do mnie.-Idź do baru i zamów coś sobie, za dziesięć minut ktoś do Ciebie zejdzie, jesteś turystką.- po tych słowach odwrócił się na pięcie i szybkim krokiem wszedł do windy która dosłownie sekundę temu się otworzyła. Kiedy Ashton zniknął zaczęłam zbierać swoją szczękę z podłogi. Co się właśnie stało?
I'm hurting myself
Usiadłam w kącie hotelowego baru sącząc powoli truskawkowego szejka. Byłam dziwnie spokojna co wręcz doprowadzało mnie do szaleństwa. Co miało się stać? Moja głowa robiła się kwadratowa, jeśli nawet ktoś się pojawi nie będę go znała.
-Trzymaj.- usłyszałam męski głos który możnaby rzec wziął się z nikąd. Odwróciłam się na krześle i zauważyłam stojącego za mną Michaela Clifforda...
-O boże...
-Uważaj na niego, to nie skończy się tak jak myślisz, że może się skończyć w kopercie masz trzy bilety w loży na balkonie i numer Irwina zaraz po koncercie napisz sms'a i idź prosto do tylnego wyjścia numer trzy. Bądź niewidoczna. Pamiętaj, że to co ma miejce teraz nigdy się nie zdarzyło.
Wyszedł.
I've turned into someone else.

Zarzuciłam na siebie jeansową katanę stojąc w deszczu przy wyjściu numer trzy. Wypełniałam plan który przedstawiono mi wcześniej. Byłan nerwowa co chwilę sprawdzając czy aby napewno nikt mnie nie widzi. Usłyszałam zza metalowych, masywnych drzwi narastający szum. Moje ciało zaczęło dygotać. W chwili w której drzwi się otworzyły poczułam czyijś dotyk na moim ramieniu.
-Fajnie, że jesteś.- Irwin uśmiechnął się i zaczął prowadzić w nieznanym kierunku a ja nie zabardzo wiedziałam co mam mu odpowiedzieć.
-Dziękuję za bilety, to było bardzo miłe z Twojej strony.
-Nie ma sprawy.- szliśmy chwilę w ciszy gdy zza rogu pojawił się czarny Rover.
-Nie powinnam wracać do domu?
-Nie ma takiej opcji.

I couldn’t close my eyes, I was pacing all night.

Weszliśmy do pokoju 5046 a ja nadal zastanawiałam się co tu tak właściwie robię.
-Napijesz się czegoś?- zapytał rozbierając kurtkę i zbierając ode mnie moją katanę.
-Tego co ty.- uśmiechnęłam się odgrywając idealnie rolę spokojnej dziewczyny.
-Ile tak właściwie masz lat? Wiesz pewnie wszystko wydaje Ci się dziwne ale nie bój się, chodzi o to że kiedy wpadłaś do hotelu dziś przed południem pomyślałem, że jesteś bardzo miłą dziewczyną i fajnie byłoby bliżej cię poznać by wreszcie mieć jakąś przyjaciółkę tu w Los Angeles.- zachichotał podając mi szklankę z wódką i odrobiną coli.
-Dziewiętnaście.- uśmiechnęłam się.

I believed in movies, but i relase real life's much different.

Bo kolejnych trzech drinkach i kilku(nastu) shotach wypitych w towarzystwie muzyki leżeliśmu na kanapie, nasze kończyny dolne były splątane niczym chińskie znaczy. Śmieliśmy się z głupich żartów Ashtona co jakiś czas przeglądając stare zdjęcia na naszych telefonach. Nagle nasz śmiech ucichł i perkusista spojrzał prosto w moje oczy.
-Chyba mam niezbyt czyste sumienie gdy patrze na Ciebie kochanie.- chłopak połozył mnie na łózku by sam zawisnąć nade mną. Spokojnie zaczął pochylać się by dotknąć moich ust. Nie był nieśmiały w tym co robił, całował mnie pewnie i namiętnie gdy ja rozpływałam się w każdej sekundzie. Oderwał się na chwilę by szepnąć: Teraz jesteś moją własnością.
Nasze ubrania w szybkim tempie znalazły się na podłodze, nie miałam pojęcia co się dzieje, mój umysł szalał ale myśli zaczęły znikać w atmosferze którą stworzyliśmy w okół siebie. Jego jęki, moje krzyki, przyśpieszone oddechy, zdawało się że świat nieistaniał.

I don't wanna see you go, I only wanna see you smile.

Obudziłam się utulona kołdrą po uszy. Całe moje ciało było obolałe, a w głowie szumiało niemiłosiernie. Noc którą przeżyłam była najprawdopodobniej jedną z najbardziej dziwnych w moim życiu- ale nie chciałam o tym myśleć. Zebrałam w sobie siły i wstałam z łóżka, zabrałam swoje ciuchy i poszłam prosto pod prysznic. Po odświeżeniu wróciłam do pokoju by wziąć torebę i niezauważenie wyjść z pokiju jednak przed tym mój telefon zaczął wibrować na stoliku nocnym. Rzuciłam się w tym kierunku szybko odbierając.
-Halo?
-Cześć Clary, chciałem tylko powiedzieć że jestem w drodze do Vegas, masz około pięciu godzin do swojego lotu, o nic się nie bój po prostu mi zaufaj. Oddaj klucz do recepcji, wszystko jest opłacone. Pamiętaj to co dzieje się między nami zostaje tylko i wyłącznie między nami, jasne? Pozatym byłaś wczoraj niesamowita, to był Twój pierwszy raz?

Hurts so much just thinking of felt like this for a while, I can't stand to see you fail.

-Zostaniesz dziś ze mną?- przerwałam nasz pocakunek patrząc prosto w jego zielono-brązowe oczy.
-Wiesz, że nie mogę.
-Dlaczego znów to robimy?- chłopak zdjął moje spodnie składając mokre pocałunki na moim brzuchu.
-Ponieważ jestem tylko chłopakiem, który przez swoją prace nie może znaleźć miłości a potrzebuje jakiegokolwiek dotyku, pragnienia.
-Ile jest dziewczyn takich jak ja?- powiedziałam przez łzy odpinając swój stanik.
-Pięć innych. Alison, Danielle, Kate, Emily i Lucy.
Tej nocy nie zamieniliśmy ze sobą więcej słów.

To take us back to what we had, to make us feel alive again.

Promienie słońca zastały mnie samiutką, nagą leżącą pośrodku wielkiego łóżka. Przetarłam oczy rozglądając się po pustym pokoju hotelu w Nowym Vegas. Owinęłam się kołdrą i wstałam z łóżka po drodze do łazienki zbierając swoje ubrania. To było szaleństwo, które nigdy nie powinno się wydarzyć. Byłam jego fanką, on był moim idolem i z całego serca chciałam o tym zapomnieć. Czułam się brudna i pusta w śodku, zostawił mnie tutaj samą pośród bałaganu własnych myśli, do czego dążył? Łzy zaczęły spływać po mojej twarzy, czułam się strasznie. Słyszałam wcześniej o grupach fanek, które przyjerzdżają do hotelów by zyskać stosunek seksualny z idolem ale ja nigdy tego nie chciałam, nigdy nie myślałam, że mogę stać się dziwką, bo tak to wyglądało. Weszłam pod prysznic szorując dokładnie każdy milimetr mojej skóry, próbując zmazać niewidzialne ślady jego dotyku, jego pocałunków.
,,Teraz jesteś moją własnością." 
,,Byłaś niesamowita." 
,,Ponieważ jestem tylko chłopakiem." 
,,Pięć innych."
Byłam zwykłą fanką pragnącą go spotkać, marzącą o idealnym związku z Ashtonem ale nigdy nie chciałam czegoś takiego. Nigdy nawet o tym nie myślałam. Wróćmy do tego co było, błagam.

Hold me close, don't let me go, I hope you tell me now it's not the end.

Siedziałam w pokoju na dwudziestym piętrze hotelu w Nowym Jorku.
Naga, skulona, płacząca cicho w kącie. Całe ciało bolało mnie a serce krwawiło, dlaczego w ogóle do tego doszło po raz kolejny?
Los Angeles, Vegas, Phoenix, Oklahoma, Dallas, Chicago, Ohio, Nowy Jork.
Byłam dziwką, stałam się jego prywatną szmatą, a najgorszą rzeczą którą zrobiłam było pokochanie go mimo tego wszystkiego, mimo zła które wyrządził pokochałam go jak chłopaka nawet nie poznając jego prawdziwej osoby. Drżałam gdy zmino otuliło moje ciało. Nie mogłam się uwolnić od obrzydzenia do samej siebie, od wstydu od nienawiści do swojego ciała. Usłyszałam otwierające się drzwi.
-Co ty tu robisz? Nigdy nie wracałeś do pokoju po tym wszystkim.- załkałam.
-Co się stało?
-Nic.- podniosłam się z podłogi i zbierając swoje ciuchy udałam się w stronę łazienki, jednak jego silny uścisk zatrzymał mnie.
-Umyj się i spierdalaj.- utkwiłam wzrok w podłodze.- Myślisz, że nie wiem? Zakochałaś się we mnie, prawda? Każda z was kończy tak samo, nie mogę w to uwierzyć jak mogłaś być aż tak głupia?! Zakochałaś się mimo tego, że pieprzyłem cię za każdym razem?! Mimo tego, że stałaś się przeze mnie dziwką?! To nie ma sensu... Pośpiesz się bo chce mi się wymiotować gdy na ciebie patrzę.

Love is patient
Love is selfless
Love is hopeful
Love is kind
Love is jealous
Love is selfish
Love is hopeless
Love is blind
I've turned into someone else.





5 komentarzy:

  1. Brak mi słów. Cudowne. @Dj_Hemmo

    OdpowiedzUsuń
  2. Wow. Świetne (:

    OdpowiedzUsuń
  3. Wow. Nie spodziewałam sie takiego zakończenia, bardziej że on o niej zapomni, a nie ją tak wyzwie. To było nie miłe z jego strony. Ale ogólnie to jest świetne. 😊❤ masz talent dziewczyno

    OdpowiedzUsuń
  4. Zalałam swoimi łzami telefon...
    I się popsuł ._.
    Jedno słowo: WOW.
    To jest niesamowite! Baardzo, ale to bardzo ciekawy pomysł. Po prostu brak słów. Nie potrafię opisać swoich emocji. W ogóle. Genialny imagin, genialny.
    Masz niespotykany talent :) Uwielbiam Twoje imaginy :)
    Życzę mnóstwa weny i cieplutko pozdrawiam :)
    bb ;] xx.

    OdpowiedzUsuń